Niech to będzie niezapomniany wrzesień.

Czuję się jesienną dziewczyną.
Nie tylko dlatego, że urodziłam się w październiku oraz kocham jego światło i kolory.
Spacery po wilgotnych liściastych górskich szlakach. Otulające szale i miękkie kardigany.
Patrzeć na deszcz spływający kroplami po oknach. Długie wieczory z Nim.


Od zawsze noszę w sobie moją osobistą mgłę nostalgii.
Czasami obleka mój świat swoją gęstą warstwą chłodnych kryształków. Nienamacalna.
Próbuję dotknąć jej zasłony, by wyprosić ją z mojego świata.
Bo przecież to jest tylko MÓJ prywatny skrawek rzeczywistości.

W takie dni, wydaje mi się, że świat to nie jest miejsce dla wrażliwych osób.
Chciałabym wtedy zamknąć się w pokoju pełnym książek, tylko w towarzystwie ludzi, których mogę przestać czytać.

Bywają również takie dni, kiedy jej delikatny woal romantycznie wkradający się w moje poranki, brutalnie zostaje przegoniony przez złote promienie słońca.


Wtedy wydaje mi się, że mogę prawie wszystko. O ile nie wkradnie się moja druga zmora. Perfekcjonizm.

Nierealistycznie wysokie standardy podszeptują mi, żeby jeszcze idealniej, doskonale.
Gdy w jakiś skomplikowany sposób uda mi się doścignąć moich celów, zaraz podnoszę poprzeczkę.
Przez to nie do końca umiem cieszyć się tym co mam.

Nie potrzebuję innych by wytykali mi moje porażki. Jestem sama dla siebie najsurowszym sędzią. Robię to perfekcyjnie.

Pewnie dlatego nie całkiem mi po drodze z beztroską i radosnym podejściem do życia.
Wciąż się tego uczę. Małymi codziennymi zwycięstwami.

Dlatego kiedy wymyśliłam sobie, że będę co miesiąc układać playliste z muzyką, która w jakiś sposób w danym miesiącu mi w duszy gra, to zajęło mi to sześć tygodni.
Pewnie i dziś mogłabym ją poprawić. Taki kiepski charakter.

Dlatego lepiej późno niż później. Mam dla Was wrześniową listę. Serdecznie zapraszam!

Ps Zaczynam już tą na październik, co by skończyć, przed listopadem.