Fiszki modowe, czyli k jak kardigan.

Już z ostatnimi dniami sierpnia zaczynają się podchody z jesienią.
My staramy się udawać, że nie widzimy podsuwanych przez nią wskazówek i śladów.
Ona zaś natrętnie a to liściem pod stopy rzuci, a to zmieni odcienie wieczorową porą.

Pierwsze chłodne wieczory i gęsia skórka przypominają o tym, że już bez jakiegoś okrycia wierzchniego ani rusz.
No chyba, że jesteś Andreą, kolegą mojego włoskiego męża, który bywa, iż nawet zimową porą w krótkim rękawku lata, ale to już inna historia.
Sięgamy powoli do, daleko w szafie ukrytych swetrów i lekkich kurtek lub płaszczy.

Dziś będzie o swetrze, ale nie jakimkolwiek.

K jak kardigan, k jak kontrowersyjny dodatek do stylizacji.

Niby prosty sweter bez kołnierza, który otwiera się z przodu i jest zazwyczaj zapinany na guziki.
Jednak dzieli go cienka linia od bycia eleganckim i ciekawym elementem stroju, a przemienieniem stylizacji w niedzielną kreację do kościoła czy na ploteczki przy kieliszku likieru z koleżankami w dojrzałym wieku.

Dobrze dobrany będzie idealny jako jesienne okrycie albo jako zimowa warstwa ubioru na cebulkę.

Jego pierwowzór był okryciem brytyjskich oficerów podczas wojny na Krymie. Dowodził nimi James Brudenell, siódmy hrabia Cardigan, czyli nazwy już raczej nie trzeba tłumaczyć.

Początkowo noszony był głównie przez mężczyzn i traktowany jako strój sportowy. Z czasem zaczęły nosić go także kobiety.
Przełom nastąpił w roku 1925, kiedy to Coco Chanel zaprezentowała jednorzędowy, beżowy kardigan z dżerseju, sięgający do bioder, obszyty kontrastową lamówką, ozdobiony guzikami i małymi kieszeniami.

Dziś kardigan można wykorzystywać do wielu stylizacji eleganckich, casualowych, sportowych, romantycznych czy rockowych.

Także do tych na dzień panieński w stylu Dirty Dancing, bo jak się przyjrzeć dobrze, to w filmie stylizacji z kardiganem nie brakuje.